• Ekologia
  • Literatura faktu

Jak ocalić świat od katastrofy klimatycznej. Rozwiązania, które już mamy, zmiany, jakich potrzebujemy – Bill Gates

Moja ocena:
4/5

Książka Billa Gatesa bardzo szybko stała się bestsellerem. Nic dziwnego. Napisana przez jedną z najbardziej znanych na świecie osób. Bill Gates w tej książce skupia się na tym, jak powinna wyglądać droga do „zera” to znaczy emitowania przez ludzkość od obecnego poziomu 51 miliarda ton gazów cieplarnianych rocznie do 0 ton.

To, co różni tę książkę od innych książek skupiających się na zmianach klimatu, jakie czytałam, to skupienie na zmianach systemowych. Bill Gates wprost mówi, że na zmiany jednostek jest za późno, a najwięksi emitenci gazów cieplarnianych to państwa i instytucje. W książce omawia po kolei obszary, które mają największy udział w emisji gazów cieplarnianych. Gates sporo mówi o konieczności dekarobnizacji i elektryfikacji różnych obszarów życia. Warto tę ksiązkę przeczytać, zwłaszcza, że nie jest to gadanie dla gadania, ale poparta źródłami naukowymi wiedza podana przystępnie nawet dla zwykłego Kowalskiego.

Ulubione cytaty z książki
  • Mamy silną i zrozumiałą skłonność do trzymania się tego, co znamy, nawet jeśli wiemy, że właśnie to nas zabija.

  • Hydroenergia ma wiele zalet – w tym tę, że jest stosunkowo tania – ale ma też sporo wad. Stworzenie zbiornika wodnego wymaga przesiedlenia lokalnych społeczności i zaburzenia ekosystemu. Kiedy zalewasz wodą ziemię, w której jest duża zawartość węgla, ten w końcu zamienia się w metan i ucieka do atmosfery – z tego powodu, jak pokazują badania, przez jakieś 50 do 100 lat zapora wodna może być większym emitentem niż elektrownia na węgiel, dopóki nie zrekompensuje całej emisji metanu, za którą jest odpowiedzialna.

  • Wszyscy kochamy elektryczność, tylko większość z nas tego nie wie. Elektryczność nigdy nie zostawia nas samych, troszczy się o to, żeby zawsze działały nasze światła uliczne, klimatyzatory, komputery i telewizory. Zasila najróżniejsze rodzaje procesów przemysłowych, o których większość z nas wolałaby nie myśleć. Ale jak to w życiu bywa, nie zdajemy sobie sprawy, ile coś dla nas znaczy, dopóki tego nie stracimy. W Stanach Zjednoczonych przerwy w dostawie prądu są tak rzadkie, że ludzie wspominają ten jeden jedyny raz, kiedy dziesięć lat temu zgasło światło i utknęli w windzie.

  • W Afryce Subsaharyjskiej mniej niż połowa populacji ma w domu dostęp do niezawodnego zasilania. A jeśli w ogóle nie ma w domu dostępu do prądu, to nawet tak prosta czynność jak ładowanie telefonu komórkowego staje się trudna i droga. Trzeba iść do sklepu i zapłacić 25 centów lub więcej za podłączenie telefonu do gniazdka – to setki razy więcej, niż płacą za to ludzie w krajach rozwiniętych.

Shopping Cart