Jaką jedną rzecz mogę zrobić, ale taką, że gdy będzie zrobiona, wszystko inne stanie się prostsze albo nieistotne?
Sukces to robienie tego, co właściwe odpowiedniej chwili.
Nie wystarczy być pracowitym jak mrówka. Trzeba wiedzieć, w co tę pracowitość inwestować.
Tajemnica sukcesu tkwi w tym, by rozpocząć. Zaś by rozpocząć, trzeba podzielić duże, przytłaczające problemu na mniejsze, łatwiejsze do wykonania części i zacząć od pierwszej.
Właściwą formą tego rzeczownika jest liczba pojedyncza – p r i o r y t e t, a nie priorytety – i wywodzi się ono z czternastowiecznego łacińskiego słowa prior, oznaczającego „pierwszy”. Priorytetem było coś najważniejszego. Co ciekawe, forma w liczbie pojedynczej zachowała się (w języku angielskim) do XX wieku, po czym mowa potoczna zdegradowała znaczenie tego słowa do ogólniejszej postaci „czegoś, co jest ważne” – wówczas też pojawiła się liczba mnoga „priorytety”. Utrata pierwotnego znaczenia zapoczątkowała powstanie rozlicznych określeń, takich jak „żywotna kwestia”, „paląca sprawa” czy „sprawa o pierwszorzędnym znaczeniu”, które miały oddawać pierwotny wydźwięk tego określenia, ubierając je w słowa w rodzaju „najwyższy”, „główny”, „pierwszoplanowy” czy „najważniejszy”.
Ponieważ nauka nigdy się nie kończy, mistrzostwo w gruncie rzeczy oznacza bycie specjalistą w tym, co się już opanowało i czeladnikiem w tym, czego się jeszcze nie zna. Innymi słowy, jesteśmy mistrzami w tym, co za nami i uczniami w tym, co nas czeka. Właśnie dlatego postrzegam mistrzostwo jako drogę.
Dan Heath „kupił starego laptopa, odinstalował wszystkie przeglądarki i dla dobra sprawy usunął sterowniki do karty sieciowej”, a następnie brał tę przedpotopową maszyną do kawiarni, gdzie mógł pracować w ciszy i spokoju.
Aby ochronić jedno „tak”, trzeba tysiąc razy powiedzieć „nie”.
Wieczór zaplanuj tak, żeby wygospodarować osiem godzin na sen. Potężne silniki wymagają odpowiedniego chłodzenia i odpoczynku przed kolejnym startem – ty także.